Galeria Pod Chmurką / Open Air Gallery

środa, 19 listopada 2014

Opowieść o gniewie!

Wstał rankiem. Ubrał się, jak to przed wojną bywało, elegancko. Spojrzał w niebo. Nie zabrał parasola.
Kiedy wszedł do urzędu, urzędniczkom dech zaparło. Taki wypachniony, taki wykrochmalony. Poprosił o jednąkartkę pocztową i jeden znaczek. Zza pazuchy wyjął pióro, którym szybko wykaligrafował stek wyzwisk i oszczerstw. Do kobiety.
Nie ładna i nie brzydka. Taka w sam raz. Taka, za którą mężczyźni szaleją. Przebiera i wybiera... między tym od papierosów, od codziennej prasy, żyletek na brodę...

Żółty kiosk dostał list...
i teraz od czarnych ptaszysk opędzić się nie może!

sobota, 20 września 2014

Opowieść o tym, że ty dobrze wiesz...

Wyciągnęła rękę
i patrzyła na
jaskółkę.

Widziała, jak
spomiędzy palców
wyrastają jej
pióra

Zamknęła oczy,
odeszła
na palcach
jak wróżka.

Ty dobrze wiesz,
że ona nigdy TAM
nie była.

Ilustracja inspirowana niezwykłymi zdjęciami Magdaleny Berny

Resztę dopowiedziały słowa znalezione w starych gazetach i książkach.

niedziela, 22 czerwca 2014

Opowieść o głupich myślach...

Mała dziewczynka ogląda zdjęcia swojej mamy. Z odległej młodości. Z czasów Troi. Najbardziej lubi te, na których siedzi obok nieznanego mężczyzny. Opalony. Oficjalna biała koszula złamana nieoficjalnie modnymi okularami. Na słońce.
Nie może spojrzeć mu w oczy i poprosić, żeby to on był jej tatą.
I nie wie gdzie mieszka. Może bardzo daleko. Tym lepiej. Byle dalej. I w myślach wysiada na maleńkiej stacji. Nad morzem. Tam muszą mieć takie okulary na słońce!



piątek, 20 czerwca 2014

Opowieść o tym, że zima mnie rozleniwiła...

a wiosną trzeba zakasać rękawy! I dobrze. Dysponując taką ilością czasu jak wszyscy, staram się ogarnąć sama ze sobą nie zaniedbując przy tym najbliższych. Dziś, po długiej przerwie w blogowaniu krótka relacja z ostatnich warsztatów. Na świeżo: piękne okoliczności przyrody, Serock nad Zalewem Zegrzyńskiem.
10 dużych płócien naciąganych nocą. Do dyspozycji całe piętro garażowe. Muzyka z głośnika, stukanie młotków i takera, walka z komarami.
Piękna pogoda, las i pierwsi odważni. Najpierw strach potem zdziwienie, że malowanie może być taaak przyjemne;)
Po południu deszcz. Myślałam, że nikt po obiedzie nie przyjdzie. Coca Cola nad głowami i powoli zapełniliśmy wszystkie płótna!
Powstały epokowe dzieła.
Magritte, Chagall, Picasso, van Gogh, Modigliani, Matisse...
Lubię efekt końcowy...


środa, 23 kwietnia 2014

Opowieść o byciu!

Jak większość kobiet muszę być. Tu, tam. Zrobić trzeba to i to. I jeszcze to, a potem to. I chociaż gotować nie lubię, to czasem chciałabym ugotować coś innego, ale dziecko mam, a nie kota. I znów mizeria. I jest czas, że bym noc całą w pracy przesiedziała, bo do domu mi się nie chce, a potem dumna jestem z siebie, że daje radę.
Lodówkę z CCCP odmroziłam.
Kredki w piórniku dziecka zatemperowałam.
Szafkę gdzie cukier trzymam przetarłam.
Szkło posegregowałam
na blade i zielone kolory.

Nakrętki odkręciłam.

Odkurzyłam.

Buty dziecka przetarłam. Potem swoje.

Nie jestem dziś swoim najlepszym przyjacielem. Nie dziś.

Poszłam na zjeżdżalnię. Dmuchaną. Upał był.

To nic, że upał. Dziecko chce watę cukrową.

Ma lepkie łapy. Skończyła się woda. Ta z torebki.

Skubać sweterek, czy włos?
Kawa biała czy duża?
Posadzić trawę. Tę zwykłą.

Kupić ziemię, do zwykłej trawy.

Umówić się.

Wypić drugą białą.

Raczej małą. Czasu na dużą brak.

100% normy. Nie zawsze.

Potem gonię.

Odrabiam lekcje.

Kanapki nie zjedzone!
Przyjmuję kwiaty.











piątek, 28 lutego 2014

Opowieść o tym, że czasem ktoś dorosły musi nam powiedzieć, że to co robimy nie jest dobre!

W WidzeJowiszach jest tak, że kiedy jest lato to znaczy, że to są wakacje. W wakacje nasi rodzice pracują, a my dostajemy klucze od domów, które chowamy w różne miejsca. Miejsce musi być umówione i nie można zapomnieć odwiesić tam klucza. My mamy specjalny gwóźdź w szopie z drewnem. Koło szopy biega pies, więc nikt do gwoździa oprócz nas nie podejdzie. Czasem ktoś z nas wyjedzie z WideJowiszy na wakacje do miasta. Zawsze do cioci. I tam podobno dzieci muszą biegać z kluczem przywiązanym do szyi. Ja się cieszę, że klucz wisi spokojnie na gwoździu a nie na szyi.
W wakacje mamy różne pomysły. Nie zawsze dobre. Nie wiemy o tym, dopóki ktoś dorosły nam o tym nie powie. W zeszłym roku najgorszym naszym pomysłem było bieganie w doły i wybieranie z norek w piaskowych ścianach hałdy, młodych jaskółek. Człowiek z koparki powiedział nam, że teraz nie może kopać, bo właśnie się urodziły młode i dopóki się nie wychowają ma zakaz kopania. Pojechał nad morze, a to daleko od WidzeJowiszy, więc uznaliśmy, że nie będzie go dość długo.
Najpierw interesowała nas tylko koparka. Wchodziliśmy na nią i mocno tupaliśmy. Nasz hałas wydostawał się za las i dalej niósł, po całych Widzejowiszach. Akurat ktoś dorosły przejeżdżał obok rowerem i krzyczał, żebyśmy złazili z koparki, ale my i tak już nie chcieliśmy w nią tupać. Tego lata w WidzeJowiszach było wyjątkowo upalnie. Nawet w nocy. Blacha nagrzewała się od słońca, w nocy nie stygła. Nie mogliśmy na niej wysiedzieć.
Bardzo chcieliśmy za to bawić się w środku. Przekopaliśmy cały teren wokół niej, żeby znaleźć klucz, ale widać człowiek od koparki przywiązał sobie klucz do szyi, chociaż jak mówił, miał wielką ochotę wejść do morza.

Tak to już w WidzeJowiszach jest, że jak się przestaje kopać w koparkę, to można usłyszeć inne dźwięki. I my usłyszeliśmy! Zgrzytanie wydobywające się z małych norek w piaskowej ścianie.
Zajrzeć do otworków można było na dwa sposoby. Od dołu. Dwoje z nas robiło wtedy z rąk koszyczek na stopę i ktoś trzeci wspinał się do najniżej położonych otworków. Zawsze się wtedy kłóciliśmy, bo ten, kto zaglądał chciał zaglądać najdłużej, a przecież należało się każdemu po kolei. W końcu pomdlały nam ręce. Wpadliśmy na pomysł, żeby zajrzeć do norek od góry. Trzeba było się wspiąć na hałdę, położyć i zsunąć do połowy. Aż trzy osoby musiały usiąść na nogach. Wtedy zaglądało się do góry nogami.
Norki okazały się tunelami, a wiadomo, w tunelach bywa niemiłosiernie ciemno.
Wróciliśmy z latarkami. Żeby raz w jaskółcze gniazdo spojrzeć. I przekonać się jak tam mają.
I wtedy chłopcy z WidzeJowiszy wpadli na bardzo zły pomysł.
Zaczęli grzebać patykami, a my dziewczynki krzyczałyśmy, żeby nie grzebali. Bo my wiedziałyśmy, że z takiego grzebania nic dobrego nie ma i dziwiłyśmy się, że oni tego nie wiedzą. Żałowałyśmy, że nie ma człowieka na rowerze. Może by krzyczał. Krzyczałyśmy, więc same. Tak głośno, że chłopcom odechciało się grzebać patykami.
Jeden. Najstarszy, odważył się ręką wyjmować jaskółki. I spojrzeliśmy wszyscy w małe zaspane oczy, błoną jeszcze zaciągnięte i zajrzeliśmy w wygłodniale dzioby, bo przez nas wystraszone jaskółki nie mogły nakarmić młodych. Pokłóciliśmy się raz jeszcze. Pokłóciliśmy się na dobre, bo nam się wydawało, że chłopcy mylą gniazda, że odkładają pisklęta do innych norek! Że teraz młode mają pomylony świat!
I nie mogłam spać długo.
Bo jakby to było, gdyby w noc ktoś przyszedł, zabrał nas i powkładał do innych łóżek, a te łóżka do innych domów wstawił, a domy wstawił w inne niż nasze WidzeJowisze.
Tego lata przestaliśmy się z sobą bawić. My, dziewczynki z Widzejowiszy z nimi, chłopcami z WidzeJowiszy

czwartek, 27 lutego 2014

To jest Kasia. Właśnie oczekuje na swoje pierwsze kursantki. Zaraz przyjdą. Rozsiądą się wygodnie. Kasia zapali świece. Kasia zaparzy kawę i pokroi ciasto. Kasia opowie czym jest haft gobelinowy. Kasia pokaże swoje cudne, bardzo współczesne wzory, a kursantki przez parę godzin zgłębią tajniki warsztatu.
W chmurkowym świecie zrobiło się przytulnie jak nigdy. Miękkie pufy, praktyczne porady, kobieca myśl.
W nadchodzącą sobotę kolejne warsztaty z Kasią!
Kto chętny, tego po informacje zapraszam poniżej. Klikać w link! Pisać i pytać!
MinimalNeedlepoint





czwartek, 13 lutego 2014

Opowieść o chwili dla siebie!

Nie chcąc szargać nazwiska w obcej dzielnicy, w miejsce karteczki domofonowej, zakleiłam taśmą w kropki. Panowie od porządków lubią kropki. Domofon budzi mnie z letargu. Letarg to wspaniały... sama w domu, kawa z bałwankiem i porcja zaległości.
W związku z tym, że jestem sama mogę się przyznać... W sumie... to mogłabym się dać zaaresztować za jeden
gram czegoś! Najchętniej na plaży!

I pojechałam. Chciałam żeby:
a) wiało
b) prało żabami
c) przewietrzyło mi mózg.
Było cudnie. Dwa dni.
a) kawa na wynos
b) molo
c)przyjaciółka
d)pełne słońce
I wystarczy tylko coś zaplanować...
i może się uda, kiedy następne lato minie...
Tym czasem błagam sama siebie... nie trać czasu!
No dobrze... czasem trwonię... na głupoty. Ale tylko takie, które lubię!
W porze obiadu chciałabym zjeść obiad. Najczęściej wtedy nie czuję głodu. Na szczęście jest ktoś, kto mnie za to karci!
Kiedy potrzebne mi leżenie najczęściej nie ma na to szans.
Staram się żyć nie krytykując. Ale to takie trudne!
Daję się ponieść fantazji.
Dużej fantazji.
Jeszcze większej fantazji, żeby zrozumieć różnice płci. Jak dobrze, że są!
Moja prababcia mawiała mi: masz zimne nogi? To jesteś trzy dni przed śmiercią!
Babine słowa... bezcenne!
Tak jak życzenia płynące z serca!
Szczególnie bożonarodzeniowe.
To tyle kolażowych zaległości!

Szczęśliwego popołudnia!